Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Migracje i wojny klimatyczne - czy tak będzie wyglądać nasza przyszłość?

  Migracje i wojny klimatyczne - czy tak będzie wyglądać nasza przyszłość? źródło: iStock photo Do 2050 roku 216 mln osób będzie zmuszone do opuszczenia swoich domów na skutek zmian klimatu. Z kolei wzrost temperatury o 2C będzie oznaczać dwukrotnie większe ryzyko konfliktów zbrojnych. Już dziś mamy do czynienia z pierwszymi wojnami klimatycznymi, ale nie ostatnimi. Jak rysuje się nasza przyszłość w kontekście zmian klimatu?  Migracje i wojny klimatyczne – witaj w świecie przyszłości Ocieplenie klimatu to nie „tylko” wzrost temperatur, poziomu oceanów i mórz, topnienie lodowców, czy susze. Myśląc o zmianach klimatu należy patrzeć na problem globalnie, bo dotyczy każdego aspektu życia na Ziemi, czyli w tym i naszego. Wiele miejsc na naszej planecie w najbliższym czasie stanie się po prostu niezdatne do życia dla ludzi. W lepszym scenariuszu będą bardzo nieprzyjemnymi obszarami, gdzie raczej nikt z własnej woli nie chciałby mieszkać. Naturalną konsekwencją takiego stanu będą m...

O stanie polskich wód

Tysiące martwych ryb. Zniszczony ekosystem. Martwa rzeka. Brzmi znajomo? Od razu w głowie pojawia się obraz Odry. Jednak powyższy opis nadaje się do wielu polskich rzek, które w przeszłości spotkał podobny los (choć na mniejszą skalę).

Ciężko stwierdzić czemu w XXI wieku wciąż trzeba pisać i poruszać temat zanieczyszczenia rzek. Wydawałoby się, że obecna świadomość jest na tyle wysoka, że w każdego interesie leży dbanie o jak najwyższą jakość naszych wód. Rzeczywistość jest jednak z goła inna. Stan polskich rzek jest w opłakanym stanie. Zrzuty ścieków, odpadów przemysłowych i innych niebezpiecznych środków są na porządku dziennym. Wszystko to trafia do rzek, w których żyje tysiące organizmów. Trafia do rzek, z których korzystamy. Trafia do rzek, które dają nam życie. Czyżby niektórzy zapomnieli, że bez wody nie ma życia? Gdzie odpowiedzialność karna? Czemu pozwala się na taką bezkarność?


Fot. NewsLubuski/ East News


Zatrucie Warty w Poznaniu w 2015 roku

W 2015 roku 24 października miała miejsce katastrofa na terenie Warty. Do rzeki trafiło co najmniej 24 kg toksycznej substancji – transfultryny będącej środkiem owadobójczym. Około 70 kilometrów od mostu Lecha w Poznaniu do Chojna w gminie Wronki uległo skażeniu – trzecia pod względem długości rzeka Polski. Nie miało to miejsce w małej miejscowości, tylko w stolicy województwa Wielkopolskiego, w kraju należącym do Unii Europejskiej. Czy nie napawa ten fakt oburzeniem? Tysiące martwych ryb i innych organizmów wodnych. Zniszczony cały ekosystem. Rzeka na tej długości została bestialsko obdarta z życia. 


fot. Piotr Jasiczek

Absurdalne śledztwo z rozprawą po 7 latach!  

Szybko wytypowano winnego katastrofy. Trucizna trafiła do studzienki na terenie poznańskiej firmy Bros. Firmy będącej producentem środków owadobójczych. Nie trzeba byś specjalnie sprytnym, aby połączyć fakty. Jednak nie ma co bić braw, ponieważ do dziś nikt nie poniósł odpowiedzialności za zbrodnię przeciwko naturze.

Cała sytuacja wydaje się dość absurdalna. Dopiero po blisko siedmiu latach ruszy proces w sprawie zatrucia Warty! Siedem lat! Całe śledztwo szło od samego początku bardzo opornie. W pierwszej kolejności miał miejsce przeciek informacji do podejrzanych. Następnie prokuratura spóźniła się (?!) z wysłaniem ważnego pisma do sądu.

Początkowo oskarżono 4 pracowników należących do firmy Bros. Śledczy planowali wziąć podejrzanych z zaskoczenia. Jednak po zapukaniu do drzwi okazało się, że jednej z podejrzanych nie było. Zgłosiła się dobrowolnie na komisariat w momencie, gdy dowiedziała się, że nie grozi jej areszt. Pozostałych trzech pracowników wzięto na przesłuchanie. Plan z zaskoczenia okazał się wielkim niewypałem z tego względu, że podejrzani o nim doskonale wiedzieli. Jeden z nich wręcz powiedział, że wiedział o planowanej wizycie funkcjonariuszy i dzięki temu zdążył wyjść z psem na spacer. Ponoć ostrzeżony został przez szefa firmy Piotra M.

W dalszej części śledztwa wycofano zarzuty przeciwko pracownikom a postawiono je szefowi firmy. Jednak proces nie ruszył, gdyż na wniosek prawnika oskarżonego, sąd zwrócił prokuratorze akt oskarżenia. Decyzja sędzi była nieprawomocna stąd prokuratura mogła ją zaskarżyć. Taki też był plan, przygotowano odpowiednie zażalenie, ale SPÓŹNIONO się z jego wysłaniem. Jako winną podano pracownicę sekretariatu prokuratury, ale nieoficjalnie mówi się, że jeden z prokuratorów miał przetrzymać pismo. Jak było naprawdę? Tego się pewnie nigdy nie dowiemy. Najważniejsze w tym jest fakt, że na skutek opóźnienia ze strony prokuratury decyzja sądu o zwrocie aktu oskarżenia uprawomocniła się. Czyli śledztwo musiało zostać wznowione. Drugie postępowanie trwało prawie dwa lata. I po blisko siedmiu latach nareszcie ma się rozpocząć sprawa przeciwko Piotrowi M. szefowi firmy Bros. Jaki będzie finał? Patrząc na wszelkie zawirowania i przecieki ciężko jest mi być optymistycznie nastawioną w tej sprawie.


Fot. Adrian Wykrota


Stan polskich rzek

Według raportu z 2016 roku niespełna 11% polskich rzek ma dobry stan. Tym samym mamy do czynienia z sytuacją, gdzie ponad 89% wód ocenia się jako zły stan. W określaniu jakości wód nie bierze się jedynie pod uwagę jej zdatności do spożycia przez człowieka. Analizuje się szereg właściwości chemicznych, fizycznych oraz biologicznych. Tym samym rzeki o najwyższej jakości są wodami o charakterze naturalnym, gdzie wpływ człowieka nie zakłóca lub w nieznacznym stopniu zakłóca ekosystem. Czyli jak widać chodzi tutaj o ekologiczny aspekt, zaburzenie oddziaływań pomiędzy organizmami. Czy mamy do czynienia z naturalnym rytmem, który jest charakterystyczny dla danego środowiska.


źródło: GIOŚ


W ocenie wód wykorzystuje się pięciostopniową ocenę z podziałem na klasy. Rzeki z klasą I mają stan bardzo dobry, co wiąże się z różnorodnością pod względem organizmów w tym gatunków ryb. Co z całą pewnością cieszy wędkarzy, ale nie tylko, bo stanowi prawdziwą ucztę choćby dla ptaków. Niezakłócone i bogate gatunkowo ekosystemy świadczą również o czystości takich wód, co ma niebagatelne znaczenie dla nas, dla ludzi.  




Tymczasem polskie rzeki mają fatalną jakość. Są naszymi ściekami. Zgodnie z prawem legalne jest wylewanie ścieków do rzek na podstawie pozwoleń wodnoprawnych, które są wydawane przez Wody Polskie. Tylko jest pewien problem. Urzędnicy wydają takie pozwolenie na podstawie jedynie deklaracji, a nie tego co zakład faktycznie wyrzuca do wody! Co związku z tym? Jest to idealna sytuacja dla bezprawia. Zakład występujący o pozwolenie na podstawie operatu wodnoprawnego (niezbędny dokument do uzyskania pozwolenia), sam określa ilość ścieków i ich parametry. Tym samym mamy do czynienia z absurdalną sytuacją, gdzie najczęściej są podawane parametry, które są albo niemożliwe do przekroczenia w danym zakładzie, albo są nietoksyczne. A parametry, które stanowią realne zagrożenie i które zakład może produkować zwykle są pomijane! Niedorzeczne, że tego rodzaju system funkcjonuje do dziś.

Sam system monitoringu rzek jest tak właściwie beznadziejny. Niewystarczająca liczba punktów pomiarowych, niewystarczający zakres prowadzonych badań, braki kadrowe, brak ciągłości pomiarów. Pomiary są tak właściwie wykonywane wybiórczo, tym samym nie ma wglądu w ciągły stan wód. Taka sytuacja uniemożliwia szybką interwencję w razie skażenia rzeki niebezpieczną substancją. Co ciekawe według dyrektywy 200/60/WE parlamentu europejskiego i rady z dnia 23 października 2000 r. jesteśmy zobowiązani do zapewnienia ciągłego monitoringu rzek. Tymczasem w niektórych miejscach potrafią ochoczo się chwalić, że sprawdzają jakość wód… z regularnością co dwóch miesięcy. Co miało miejsce podczas podejrzeń, że Bumary Łabędy mógł zanieczyść Odrę – Polska Grupa Zbrojeniowa poinformowała na Twitterze, że działalność zakładu jest kontrolowana pod względem parametrów oddawanych ścieków co dwa miesiące. Ale kto by się przejmował jakością wód? I to jeszcze w rzekach! Na co ona komu, ktoś umrze bez niej?


Nielegalne zrzuty ścieków

Brak pomiarów ścieków nawet w dużych miastach jest początkiem góry lodowej. Za nimi kryją się nielegalne zrzuty ścieków. Pod koniec 2021 roku Wody Polskie zidentyfikowały 7 tys. nielegalnych zrzutów. Należy doliczyć setki, a może i tysiące niewykrytych sprawców. Wiele większych zakładów wylewa nielegalnie ścieki nocą, kiedy ciężko namierzyć winowajcę oraz gdy nikt nie wykonuje pomiarów, co pozwala na bezkarne postępowanie. Możliwość kary pieniężnej do 10 tys. złotych albo pozbawienie wolności nie wydaje się zniechęcająca dla przedsiębiorstw. Dla jakiej większej firmy 10 000 złotych będzie dużą stratą? Dla dobrze prosperującej żadną, więc opłaca się im podejmować ryzyko. Ostatnie wydarzenia związane z Odrą wyciągnęły kwestię niewystarczających kar na wierzch. Ponoć są plany wprowadzenia ciągłego monitoringu, zwiększenia kar. Czy cokolwiek wejdzie w życie? Chcę wierzyć, że tak, jednak obawiam się, że ostatecznie wszyscy o tym zapomną aż do kolejnej tragedii.

Same zrzuty ścieków monitoruje Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Urzędnicy następnie sporządzają dla każdego obszaru dorzecza wykaz emisji i zrzutów, co jest udostępniane w Biuletynie Informacji Publicznej. Osobiście nigdzie w biuletynie nie znalazłam informacji na ten temat, ale być może źle szukałam... Także o jakim monitoringu tutaj mowa? Powinniśmy mieć ciągły wgląd w jakość wód tak jak w przypadku powietrza, gdzie online można sprawdzać aktualny stan. Tak powinno to działać, a tymczasem dokonuje się pomiarów co parę tygodniu albo i parę miesięcy. Tak państwo dba o naszą wodę, gdzie przypominam, że mamy niezwykle małe zasoby wodne, także woda powinna być dla nas czymś niezwykle cennym, czymś o co dbamy jak największe dobro narodowe. A w rzeczywistości regulacja rzek idzie w najlepsze, betonoza wciąż szaleje.


    Fot. toa555/Adobe Stock


Rolnictwo zagrożeniem dla rzek

Nie tylko ścieki wpływają do rzek. W dzisiejszym rolnictwie powszechnie stosuje się sztuczne nawozy mające chronić roślinność. A jak wiadomo nic w przyrodzie nie ginie, nawet najmniej przydatne pozostałości. Takimi pozostałościami są właśnie resztki nawozów, które wraz z opadami spływają i trafiają do rzek, a nawet do ujęć wody. Jak każdy już na pewno się domyślił ma to swoje skutki i bynajmniej nie są one pozytywne. Duża ilość nawozów wysyconych azotem i fosforem skutkuje zjawiskiem zwanym eutrofizacją wody. Czyli mamy rzekę (albo dowolny inny zbiornik wodny), która zostaje wzbogacona składnikami pokarmowymi. Hurra mamy żyźniejszą wodę, zwierzątka mają co jeść! Czy aby na pewno jest się z czego cieszyć? Otóż nie. Konsekwencją takiej sytuacji jest bardzo gwałtowny rozwój glonów i planktonu (zakwity), zachwianie równowagi tlenowej zbiornika (mało tlenu). Jakby tego jeszcze było mało może dochodzić do uwalniania siarkowodoru, metanu oraz innych trujących substancji. Dzieje się tak na skutek rozpoczęcia procesów beztlenowych związku z zupełnym brakiem tlenu w przydennych warstwach zbiornika wodnego. Generalnie nie są to warunki sprzyjające do życia. Nie polecam zażywać wtedy kąpieli, bo może się dla nas skończyć tragicznie. Znając cały schemat zależności częste zakwity naszego Bałtyku dają do myślenia, prawda?


Fot. M. Liczbarski


„Człowiek usiłuje ciągle przechytrzyć przyrodę i doprowadzić do tego, aby z najmniejszego areału powierzchni uzyskiwać możliwie największe zbiory i jak najtaniej produkować żywność. w naszym systemie ekonomicznym przemysł ma znacznie wyższą rangę i cieszy się większym szacunkiem niż produkcja żywności.” Na tropie zagadki wody H. Kronberger, S. Lattacher


Azotany w wodzie pitnej 

Woda pitna nie jest wcale wolna od nawozów. A dokładniej od azotanów, które są składnikiem znacznej części tych chemicznych związków. U nas w jelitach nie prowadzą do zakwitów, ale mogą prowadzić do o wiele niebezpieczniejszych skutków zdrowotnych. Naukowcy działający dla organizacja nonprofit Environmental Working Group (EWG) opublikowali zatrważające wyniki swoich badań. Związane głównie z rolnictwem zanieczyszczenie azotanami wody pitnej może powodować w USA do 12,5 tys. zachorowań na nowotwory rocznie. Szczególnie narażone na zanieczyszczenie wody pitnej są obszary rolnicze.

Cztery piąte zachorowań dotyczyło raka jelita grubego, resztę stanowiły rak jajnika, tarczycy, nerki i pęcherza moczowego. Ponadto azotany w wodzie z kranu powiązano również z poważnymi problemami zdrowotnymi u noworodków. Według badań zanieczyszczenie azotanami może odpowiadać aż za:

  • 2939 przypadków bardzo niskiej masy urodzeniowej; 
  • 1725 przypadków przedwczesnego porodu; 
  • 41 przypadków wad cewy nerwowej.

Według naukowców poziom azotanów w wodzie pitnej, który nie prowadzi do skutków zdrowotnych wynosi 0,14 miligrama na litr (co odpowiada 0,14 ppm, części na milion). Jest 70 razy niższy od ustawowego limitu w USA. W Polsce najwyższe dopuszczalne stężenie azotanów w wodzie pitnej to 50 miligramów na litr (50 ppm), czyli jest 5 razy wyższe od obecnej amerykańskiej normy i 350 razy wyższe od proponowanej przez EWG.

Ponosimy poważne skutki zachłannego przemysłu. Nie tylko my, ale cała planeta – ocieplanie się klimatu, zanieczyszczenie środowiska, wykorzystywanie do granic możliwości zasobów Ziemi. Z każdą chwilą jest coraz mniejsza szansa na zatrzymanie tykającej bomby.

 



Bibliografia

Ward M. H., Jones R. R., Brender J. D., de Kok T. M., Weyer P. J., Nolan B. T., C. M. Villanueva, S. G. van Breda. 2018. Drinking Water Nitrate and Human Health: An Updated Review. International Journal of Environmental Research and Public Health 15(7): 1557; https://doi.org/10.3390/ijerph15071557

https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-dzialaniach-na-rzecz-poprawy-jakosci-wod-w-rzekach.html 13.09.2022

https://www.prawo.pl/biznes/zatrucie-odry-a-kontrola-zanieczyszczenia-rzek-w-polsce,516796.html 13.09.2022

Komentarze