Polecane
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
O stanie polskich wód
Tysiące martwych ryb. Zniszczony ekosystem. Martwa rzeka. Brzmi znajomo? Od razu w głowie pojawia się obraz Odry. Jednak powyższy opis nadaje się do wielu polskich rzek, które w przeszłości spotkał podobny los (choć na mniejszą skalę).
Ciężko stwierdzić czemu w XXI wieku wciąż trzeba pisać i
poruszać temat zanieczyszczenia rzek. Wydawałoby się, że obecna świadomość jest
na tyle wysoka, że w każdego interesie leży dbanie o jak najwyższą jakość
naszych wód. Rzeczywistość jest jednak z goła inna. Stan polskich rzek jest w
opłakanym stanie. Zrzuty ścieków, odpadów przemysłowych i innych niebezpiecznych
środków są na porządku dziennym. Wszystko to trafia do rzek, w których żyje
tysiące organizmów. Trafia do rzek, z których korzystamy. Trafia do rzek, które
dają nam życie. Czyżby niektórzy zapomnieli, że bez wody nie ma życia? Gdzie
odpowiedzialność karna? Czemu pozwala się na taką bezkarność?
![]() |
| Fot. NewsLubuski/ East News |
Zatrucie Warty w Poznaniu w 2015 roku
W 2015 roku 24 października miała miejsce katastrofa na
terenie Warty. Do rzeki trafiło co najmniej 24 kg toksycznej substancji –
transfultryny będącej środkiem owadobójczym. Około 70 kilometrów od mostu Lecha
w Poznaniu do Chojna w gminie Wronki uległo skażeniu – trzecia pod względem
długości rzeka Polski. Nie miało to miejsce w małej miejscowości, tylko w
stolicy województwa Wielkopolskiego, w kraju należącym do Unii Europejskiej.
Czy nie napawa ten fakt oburzeniem? Tysiące martwych ryb i innych organizmów
wodnych. Zniszczony cały ekosystem. Rzeka na tej długości została bestialsko
obdarta z życia.
![]() |
| fot. Piotr Jasiczek |
Absurdalne śledztwo z rozprawą po 7 latach!
Szybko wytypowano winnego katastrofy. Trucizna trafiła do
studzienki na terenie poznańskiej firmy Bros. Firmy będącej producentem środków
owadobójczych. Nie trzeba byś specjalnie sprytnym, aby połączyć fakty. Jednak
nie ma co bić braw, ponieważ do dziś nikt nie poniósł odpowiedzialności za
zbrodnię przeciwko naturze.
Cała sytuacja wydaje się dość absurdalna. Dopiero po blisko
siedmiu latach ruszy proces w sprawie zatrucia Warty! Siedem lat! Całe śledztwo
szło od samego początku bardzo opornie. W pierwszej kolejności miał miejsce
przeciek informacji do podejrzanych. Następnie prokuratura spóźniła się (?!) z
wysłaniem ważnego pisma do sądu.
Początkowo oskarżono 4 pracowników należących do firmy Bros.
Śledczy planowali wziąć podejrzanych z zaskoczenia. Jednak po zapukaniu do
drzwi okazało się, że jednej z podejrzanych nie było. Zgłosiła się dobrowolnie
na komisariat w momencie, gdy dowiedziała się, że nie grozi jej areszt.
Pozostałych trzech pracowników wzięto na przesłuchanie. Plan z zaskoczenia
okazał się wielkim niewypałem z tego względu, że podejrzani o nim doskonale wiedzieli.
Jeden z nich wręcz powiedział, że wiedział o planowanej wizycie funkcjonariuszy
i dzięki temu zdążył wyjść z psem na spacer. Ponoć ostrzeżony został przez
szefa firmy Piotra M.
W dalszej części śledztwa wycofano zarzuty przeciwko
pracownikom a postawiono je szefowi firmy. Jednak proces nie ruszył, gdyż na wniosek
prawnika oskarżonego, sąd zwrócił prokuratorze akt oskarżenia. Decyzja sędzi
była nieprawomocna stąd prokuratura mogła ją zaskarżyć. Taki też był plan,
przygotowano odpowiednie zażalenie, ale SPÓŹNIONO się z jego wysłaniem. Jako
winną podano pracownicę sekretariatu prokuratury, ale nieoficjalnie mówi się, że
jeden z prokuratorów miał przetrzymać pismo. Jak było naprawdę? Tego się pewnie
nigdy nie dowiemy. Najważniejsze w tym jest fakt, że na skutek opóźnienia ze
strony prokuratury decyzja sądu o zwrocie aktu oskarżenia uprawomocniła się.
Czyli śledztwo musiało zostać wznowione. Drugie postępowanie trwało prawie dwa
lata. I po blisko siedmiu latach nareszcie ma się rozpocząć sprawa przeciwko
Piotrowi M. szefowi firmy Bros. Jaki będzie finał? Patrząc na wszelkie
zawirowania i przecieki ciężko jest mi być optymistycznie nastawioną w tej
sprawie.
![]() |
| Fot. Adrian Wykrota |
Stan polskich rzek
Według raportu z 2016 roku niespełna 11% polskich rzek ma
dobry stan. Tym samym mamy do czynienia z sytuacją, gdzie ponad 89% wód ocenia
się jako zły stan. W określaniu jakości wód nie bierze się jedynie pod uwagę
jej zdatności do spożycia przez człowieka. Analizuje się szereg właściwości
chemicznych, fizycznych oraz biologicznych. Tym samym rzeki o najwyższej
jakości są wodami o charakterze naturalnym, gdzie wpływ człowieka nie zakłóca
lub w nieznacznym stopniu zakłóca ekosystem. Czyli jak widać chodzi tutaj o
ekologiczny aspekt, zaburzenie oddziaływań pomiędzy organizmami. Czy mamy do
czynienia z naturalnym rytmem, który jest charakterystyczny dla danego
środowiska.
![]() |
| źródło: GIOŚ |
W ocenie wód wykorzystuje się pięciostopniową ocenę z
podziałem na klasy. Rzeki z klasą I mają stan bardzo dobry, co wiąże się z
różnorodnością pod względem organizmów w tym gatunków ryb. Co z całą pewnością
cieszy wędkarzy, ale nie tylko, bo stanowi prawdziwą ucztę choćby dla ptaków.
Niezakłócone i bogate gatunkowo ekosystemy świadczą również o czystości takich
wód, co ma niebagatelne znaczenie dla nas, dla ludzi.
Tymczasem polskie rzeki mają fatalną jakość. Są naszymi
ściekami. Zgodnie z prawem legalne jest wylewanie ścieków do rzek na podstawie
pozwoleń wodnoprawnych, które są wydawane przez Wody Polskie. Tylko jest pewien
problem. Urzędnicy wydają takie pozwolenie na podstawie jedynie deklaracji, a
nie tego co zakład faktycznie wyrzuca do wody! Co związku z tym? Jest to
idealna sytuacja dla bezprawia. Zakład występujący o pozwolenie na podstawie operatu
wodnoprawnego (niezbędny dokument do uzyskania pozwolenia), sam określa ilość
ścieków i ich parametry. Tym samym mamy do czynienia z absurdalną sytuacją,
gdzie najczęściej są podawane parametry, które są albo niemożliwe do przekroczenia
w danym zakładzie, albo są nietoksyczne. A parametry, które stanowią realne
zagrożenie i które zakład może produkować zwykle są pomijane! Niedorzeczne, że
tego rodzaju system funkcjonuje do dziś.
Sam system monitoringu rzek jest tak właściwie beznadziejny.
Niewystarczająca liczba punktów pomiarowych, niewystarczający zakres
prowadzonych badań, braki kadrowe, brak ciągłości pomiarów. Pomiary są tak
właściwie wykonywane wybiórczo, tym samym nie ma wglądu w ciągły stan wód. Taka
sytuacja uniemożliwia szybką interwencję w razie skażenia rzeki niebezpieczną
substancją. Co ciekawe według dyrektywy 200/60/WE parlamentu europejskiego i
rady z dnia 23 października 2000 r. jesteśmy zobowiązani do zapewnienia
ciągłego monitoringu rzek. Tymczasem w niektórych miejscach potrafią ochoczo
się chwalić, że sprawdzają jakość wód… z regularnością co dwóch miesięcy. Co
miało miejsce podczas podejrzeń, że Bumary Łabędy mógł zanieczyść Odrę – Polska
Grupa Zbrojeniowa poinformowała na Twitterze, że działalność zakładu jest
kontrolowana pod względem parametrów oddawanych ścieków co dwa miesiące. Ale
kto by się przejmował jakością wód? I to jeszcze w rzekach! Na co ona komu,
ktoś umrze bez niej?
Nielegalne zrzuty ścieków
Brak pomiarów ścieków nawet w dużych miastach jest
początkiem góry lodowej. Za nimi kryją się nielegalne zrzuty ścieków. Pod
koniec 2021 roku Wody Polskie zidentyfikowały 7 tys. nielegalnych zrzutów. Należy
doliczyć setki, a może i tysiące niewykrytych sprawców. Wiele większych
zakładów wylewa nielegalnie ścieki nocą, kiedy ciężko namierzyć winowajcę oraz gdy
nikt nie wykonuje pomiarów, co pozwala na bezkarne postępowanie. Możliwość kary
pieniężnej do 10 tys. złotych albo pozbawienie wolności nie wydaje się
zniechęcająca dla przedsiębiorstw. Dla jakiej większej firmy 10 000
złotych będzie dużą stratą? Dla dobrze prosperującej żadną, więc opłaca się im
podejmować ryzyko. Ostatnie wydarzenia związane z Odrą wyciągnęły kwestię
niewystarczających kar na wierzch. Ponoć są plany wprowadzenia ciągłego monitoringu,
zwiększenia kar. Czy cokolwiek wejdzie w życie? Chcę wierzyć, że tak, jednak
obawiam się, że ostatecznie wszyscy o tym zapomną aż do kolejnej tragedii.
Same zrzuty ścieków monitoruje Ministerstwo Klimatu i
Środowiska. Urzędnicy następnie sporządzają dla każdego obszaru dorzecza wykaz
emisji i zrzutów, co jest udostępniane w Biuletynie Informacji Publicznej. Osobiście nigdzie w biuletynie nie znalazłam informacji na ten temat, ale być może źle szukałam... Także o
jakim monitoringu tutaj mowa? Powinniśmy mieć ciągły wgląd w jakość wód tak jak
w przypadku powietrza, gdzie online można sprawdzać aktualny stan. Tak powinno
to działać, a tymczasem dokonuje się pomiarów co parę tygodniu albo i parę
miesięcy. Tak państwo dba o naszą wodę, gdzie przypominam, że mamy niezwykle
małe zasoby wodne, także woda powinna być dla nas czymś niezwykle cennym, czymś
o co dbamy jak największe dobro narodowe. A w rzeczywistości regulacja rzek
idzie w najlepsze, betonoza wciąż szaleje.
Rolnictwo zagrożeniem dla rzek
Nie tylko ścieki wpływają do rzek. W dzisiejszym rolnictwie
powszechnie stosuje się sztuczne nawozy mające chronić roślinność. A jak wiadomo
nic w przyrodzie nie ginie, nawet najmniej przydatne pozostałości. Takimi pozostałościami
są właśnie resztki nawozów, które wraz z opadami spływają i trafiają do rzek, a
nawet do ujęć wody. Jak każdy już na pewno się domyślił ma to swoje skutki i
bynajmniej nie są one pozytywne. Duża ilość nawozów wysyconych azotem i
fosforem skutkuje zjawiskiem zwanym eutrofizacją wody. Czyli mamy rzekę (albo dowolny
inny zbiornik wodny), która zostaje wzbogacona składnikami pokarmowymi. Hurra mamy
żyźniejszą wodę, zwierzątka mają co jeść! Czy aby na pewno jest się z czego
cieszyć? Otóż nie. Konsekwencją takiej sytuacji jest bardzo gwałtowny rozwój
glonów i planktonu (zakwity), zachwianie równowagi tlenowej zbiornika (mało tlenu). Jakby
tego jeszcze było mało może dochodzić do uwalniania siarkowodoru, metanu oraz
innych trujących substancji. Dzieje się tak na skutek rozpoczęcia procesów
beztlenowych związku z zupełnym brakiem tlenu w przydennych warstwach zbiornika
wodnego. Generalnie nie są to warunki sprzyjające do życia. Nie polecam zażywać
wtedy kąpieli, bo może się dla nas skończyć tragicznie. Znając cały schemat zależności
częste zakwity naszego Bałtyku dają do myślenia, prawda?
![]() |
| Fot. M. Liczbarski |
„Człowiek usiłuje ciągle przechytrzyć przyrodę i doprowadzić do tego, aby z najmniejszego areału powierzchni uzyskiwać możliwie największe zbiory i jak najtaniej produkować żywność. w naszym systemie ekonomicznym przemysł ma znacznie wyższą rangę i cieszy się większym szacunkiem niż produkcja żywności.” Na tropie zagadki wody H. Kronberger, S. Lattacher
Azotany w wodzie pitnej
Woda pitna nie jest wcale wolna od nawozów. A dokładniej od
azotanów, które są składnikiem znacznej części tych chemicznych związków. U nas
w jelitach nie prowadzą do zakwitów, ale mogą prowadzić do o wiele
niebezpieczniejszych skutków zdrowotnych. Naukowcy działający dla organizacja
nonprofit Environmental Working Group (EWG) opublikowali zatrważające wyniki
swoich badań. Związane głównie z rolnictwem zanieczyszczenie azotanami wody
pitnej może powodować w USA do 12,5 tys. zachorowań na nowotwory rocznie. Szczególnie
narażone na zanieczyszczenie wody pitnej są obszary rolnicze.
Cztery piąte zachorowań dotyczyło raka jelita grubego, resztę stanowiły rak jajnika, tarczycy, nerki i pęcherza moczowego. Ponadto azotany w wodzie z kranu powiązano również z poważnymi problemami zdrowotnymi u noworodków. Według badań zanieczyszczenie azotanami może odpowiadać aż za:
- 2939 przypadków bardzo niskiej masy urodzeniowej;
- 1725 przypadków przedwczesnego porodu;
- 41 przypadków wad cewy nerwowej.
Według naukowców poziom azotanów w wodzie pitnej, który nie
prowadzi do skutków zdrowotnych wynosi 0,14 miligrama na litr (co odpowiada
0,14 ppm, części na milion). Jest 70 razy niższy od ustawowego limitu w USA. W
Polsce najwyższe dopuszczalne stężenie azotanów w wodzie pitnej to 50
miligramów na litr (50 ppm), czyli jest 5 razy wyższe od obecnej amerykańskiej
normy i 350 razy wyższe od proponowanej przez EWG.
Ponosimy poważne skutki zachłannego przemysłu. Nie tylko my,
ale cała planeta – ocieplanie się klimatu, zanieczyszczenie środowiska, wykorzystywanie
do granic możliwości zasobów Ziemi. Z każdą chwilą jest coraz mniejsza szansa
na zatrzymanie tykającej bomby.
Bibliografia
Ward M. H., Jones R. R., Brender J. D., de Kok T. M., Weyer P.
J., Nolan B. T., C. M. Villanueva, S. G. van Breda. 2018. Drinking Water
Nitrate and Human Health: An Updated Review. International Journal of
Environmental Research and Public Health 15(7): 1557; https://doi.org/10.3390/ijerph15071557
https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-dzialaniach-na-rzecz-poprawy-jakosci-wod-w-rzekach.html
13.09.2022
https://www.prawo.pl/biznes/zatrucie-odry-a-kontrola-zanieczyszczenia-rzek-w-polsce,516796.html
13.09.2022
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje







Komentarze
Prześlij komentarz